Pielgrzymka 2024 - dzień drugi 12.04.2024


Po pysznym śniadaniu (były nawet gorące bułeczki!) przygotowanym przez naszych wspaniałych gospodarzy ruszyliśmy w drogę do zamku Neuschwanstein w Schwangau. Zamek ten specyficznym stylem, wraz ze swoimi wieżami i wieżyczkami jest ikonicznym przykładem stylu romantycznego i pozostaje charakterystycznym, mocno rozpoznawalnym symbolem Bawarii i w ogóle Niemiec. Został wybudowany w drugiej połowie XIX w. przez króla Bawarskiego Ludwika II, nazywanego  Szalonym. Ta  baśniowa budowla jest pierwowzorem pałacu znanego wszystkim z Disneyowskich kreskówek. Dziś jest to podobno druga po paryskiej wieży Eiffla najliczniej odwiedzana atrakcja Europy. Rocznie zamek odwiedza blisko 1,5 mln turystów. Teraz i my znaleźliśmy się w ich gronie 😀. Po zwiedzeniu zamku i zakupie pamiątek przespacerowaliśmy się jeszcze na most Marienbrücke (most Marii), zawieszony nad rzeką Pöllat na wysokości 984 m, z którego rozpościera się znakomity widok na zamek. Także widok na Alpy Bawarskie przy tak pięknej pogodzie zrobił na nas ogromne wrażenie.  o zamku



Następnie pojechaliśmy do benedyktyńskiego klasztoru Andechs. Zabudowania klasztorne postawiono w miejscu dawnego zamku, siedziby dynastii Andechs, z której pochodzi św. Jadwiga Śląska (tutaj jest jej miejsce urodzenia). Przyklasztorny kościół św. Mikołaja, św. Elżbiety i św. Marii słynie z rokokowych wnętrz, sztukaterii i fresków. W skarbcu klasztornym znajduje się wiele relikwii, m.in. kości czaszki św. Jadwigi. Obok Altötting, Andechs jest najważniejszym celem pielgrzymek w Bawarii. Niektórzy z nas wdrapali się po wąskich schodach na wieżę, skąd roztaczał się rozległy widok na okolicę.



Po odwiedzeniu Andechs ruszyliśmy do Ottmaring, gdzie nasi gospodarze czekali na nas z ciepłą kolacją. Wcześniej mieliśmy też uczestniczyć we Mszy św. i poznać trochę rzeczywistość Mariapoli. „Mieliśmy”, bo po drodze spotkała nas przygoda. Około godziny 17 samochód odmówił posłuszeństwa, zgasł i dlatego chwilowo niemożliwe stało się kontynuowanie naszej podróży….. Na szczęście stało się to w miarę bezpiecznym miejscu, gdzie było niewielkie pobocze, na które udało nam się zepchnąć naszego busika. Kilka metrów dalej  byłoby już gorzej…. Oczekiwanie na lawetę i samochód, który miał nas zabrać do miejsca noclegowego „troszkę” trwało, ale czas niespecjalnie nam się dłużył – najpierw ks. Jarosław odprawił polową Mszę św., potem zjedliśmy skromny posiłek (każdy wyciągnął z plecaka swoje zapasy) i w ten sposób kilkugodzinne czekanie na pomoc drogową nie stało się dla nas uciążliwe. Dopisała nam też wyjątkowo ciepła pogoda: ta atmosferyczna, ale również pogoda ducha. Na miejsce noclegu dotarliśmy po 22, a tam… cierpliwie czekali na nas nasi gospodarze z gorącą kolacją zakończoną nawet tortem.

Dzięki niezwykłej postawie pana Kalkowskiego, który o czwartej nad ranem dotarł do Ottmaring z zastępczym samochodem, mogliśmy bez przeszkód kontynuować naszą pielgrzymkę.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz